Sofa rozkładana, która ratuje każdy mały metraż

De apds
Aller à : navigation, rechercher

Mam za sobą dziesięć lat urządzania mieszkań, w tym kilka własnych przeprowadzek i dziesiątki realizacji dla klientów, którzy dzwonili do mnie zrozpaczeni, bo w salonie musieli zmieścić i strefę dzienną, i nocleg dla gości. I wiecie co? Najczęściej ratunkiem okazywała się sofa rozkładana. Ale uwaga – nie taka z cienkim siedziskiem, które po rozłożeniu przypomina leżenie na desce, tylko porządna konstrukcja z prawdziwym stelażem listwowym. To właśnie on robi różnicę między spaniem na materacu a spaniem na czymś, co wygląda jak materac. Wybierając sofę rozkładaną, zawsze patrzę najpierw na to, co kryje się pod tapicerką.

Zdarzyło mi się popełnić błąd, wybierając kanapę z funkcją spania, która miała zbyt wąskie siedzisko do codziennego siedzenia. Przez pierwsze tygodnie myślałam, że to kwestia przyzwyczajenia, ale ostatecznie okazało się, że głębokość 50 centymetrów to za mało dla dorosłej osoby. Musiałam dokupić poduchy, które optycznie powiększyły przestrzeń, ale zaburzyły proporcje mebla. Dlatego zawsze radzę, by przed zakupem usiąść na kilka minut w sklepie, najlepiej z książką w ręku, i sprawdzić, czy pozycja jest naturalna. W przypadku małego metrażu warto też zmierzyć, ile miejsca zajmie rozłożona wersalka – u mnie po rozłożeniu zajmuje prawie cały pokój, ale na co dzień składam ją błyskawicznie.

Gdy już myślisz, że masz wszystko ogarnięte, pojawia się problem z pościelą. Gdzie schować kołdrę, poduszki i zapasowy koc, gdy tapczan stoi w salonie? Tutaj z pomocą przychodzi lozko z pojemnikiem na posciel. Wiele modeli ma wbudowany schowek pod siedziskiem, który jest zbawieniem dla małych metraży. Ja sama mam taki w swoim mieszkaniu i mogę w nim przechować cztery komplety pościeli oraz dwa koce. Tylko sprawdź, czy pojemnik jest łatwo dostępny, bo niektóre mechanizmy wymagają podniesienia całej konstrukcji, a to bywa ciężkie. Lepiej wybrać taki, gdzie wystarczy unieść siedzisko za pomocą siłownika gazowego, bez wysiłku i szarpania.

Ostatnia rada, która wynika z moich własnych błędów, to nie oszczędzaj na poszyciu materaca. Często producenci dają cienką warstwę pianki, która szybko się odkształca. Lepiej dopłacić i wybrać materac piankowy z warstwą termoelastyczną, która dopasowuje się do ciała. Ja wymieniłam swój po dwóch latach na model z pamięcią kształtu i różnica jest kolosalna, zwłaszcza gdy budzę się z bólem bioder. Do tego warto zainwestować w pokrowiec, który można zdjąć i wyprać w pralce. To niby detal, ale gdy wylejesz kawę na tapczan, będziesz błogosławić tę decyzję. U mnie sprawdziła się tkanina z powłoką hydrofobową, która odpycha płyny, choć trzeba ją odnawiać co jakiś czas impregnatem.

W przypadku, gdy tapczan jednoosobowy ma służyć głównie gościom, a nie tobie do codziennego spania, rozważ model z mechanizmem DL, czyli taki, gdzie siedzisko wysuwa się do przodu i oparcie opada na jego miejsce. To rozwiązanie jest prostsze i lżejsze niż tradycyjny rozkładany fotel, a przy tym zajmuje mniej miejsca po złożeniu. Testowałam taki u brata w kawalerce – rozkładanie zajmuje dosłownie dziesięć sekund, a po złożeniu mebel wygląda jak zwykła kanapa z funkcja spania, choć bez oparcia. Pamiętaj tylko, że przy tym mechanizmie materac bywa cieńszy, więc dla osoby powyżej 80 kilogramów lepiej szukać wersji z grubszą pianką.

Zacznijmy od konkretów. Tapczan to nie to samo co kanapa z funkcja spania, choć często bywają mylone. Różnica tkwi w konstrukcji – tapczan ma zazwyczaj jeden, prosty blat, który rozkłada się na płasko, bez składania siedziska na pół. Dzięki temu materac nie ma żadnych nierówności, a przestrzeń do spania jest gładka i komfortowa. W moim przypadku wybrałam model z mechanizmem DL, który pozwala wysunąć dolną część do przodu, a górna opada na nią płasko. To rozwiązanie sprawdza się idealnie, gdy codziennie rano zwijasz pościel i chowasz ją do szafy. Nie ma mowy o wiecznym walczeniu z nierównymi piankami czy wystającymi sprężynami.

Gdy już masz tapczan, pomyśl o dodatkach. Poduszki dekoracyjne nie tylko upiększają, ale też pomagają maskować nierówności po rozłożeniu. Ja układam trzy duże poduchy w kontrastowym kolorze, które od razu zmieniają charakter salonu. Do tego lekki pled z bawełny, który latem służy jako narzuta, a zimą jako dodatkowe okrycie. I pamiętaj, że tapczan to inwestycja na lata, więc nie bój się wydać trochę więcej na solidną konstrukcję. Lepiej kupić jeden porządny mebel niż co dwa lata zmieniać byle co. W moim domu tapczan z prawdziwego zdarzenia przetrwał już pięć przeprowadzek i nadal wygląda jak nowy, tylko odświeżam tapicerkę co jakiś czas parownicą.

Kolejną kwestią, która często umyka przy zakupie, jest tapicerka. W moim przypadku wybór padł na tapicerkę welurową w odcieniu ciemnej zieleni – materiał ten jest nie tylko przyjemny w dotyku, ale też odporny na zabrudzenia i łatwy w czyszczeniu. Welur ma tę zaletę, że nie mechaci się tak szybko jak len, a przy tym dodaje wnętrzu elegancji. W praktyce sprawdza się świetnie, gdy codziennie siadam z kubkiem kawy – wystarczy przeciąć plamę wilgotną szmatką, a po wyschnięciu nie ma śladu. Unikaj jednak jasnych odcieni, jeśli masz zwierzęta lub dzieci, bo sierść i okruchy będą widoczne od razu. Ja wybrałam ciemniejszy kolor, który maskuje codzienne użytkowanie, a do tego świetnie komponuje się z drewnianymi dodatkami.